Kiedy należy ogłosić upadłość? Sygnały ostrzegawcze dla zarządu i konsekwencje zwłoki

Redakcja

26 listopada, 2025

W realnym życiu firm rzadko zdarza się spektakularny, nagły „krach”, po którym następnego dnia zarząd biegnie do sądu z wnioskiem o upadłość. Zwykle wygląda to inaczej: najpierw pojawiają się drobne opóźnienia w płatnościach, potem napięcie w relacjach z dostawcami, narastają zaległości wobec urzędów, a wreszcie – niepokój, który coraz wyraźniej gości na posiedzeniach zarządu. Sztuka odpowiedzialnego zarządzania polega na tym, aby w tym procesie w porę dostrzec moment, w którym problemy przestają być jedynie „trudnym okresem w biznesie”, a stają się niewypłacalnością w rozumieniu prawa. To właśnie wtedy zaczyna się bieg obowiązków zarządu – w tym konieczność rozważenia złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Zwłoka może oznaczać już nie tylko kłopoty firmy, ale też realne ryzyko dla prywatnego majątku członków zarządu.

Między przejściowym kryzysem a niewypłacalnością – cienka, ale bardzo ważna granica

Każda firma przechodzi gorsze momenty. Kilka faktur zapłaconych tydzień po terminie, tymczasowe problemy z kontrahentem czy opóźniony przelew od kluczowego klienta nie są jeszcze zwiastunem upadłości. W zdrowym biznesie zdarzają się zatory płatnicze, sezonowość sprzedaży, a nawet chwilowe „dziury” w budżecie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy opóźnienia przestają być incydentalne, a stają się nową normą. Zobowiązania rosną szybciej niż przychody, spółka musi żonglować płatnościami, aby „zaspokoić najbardziej palące potrzeby”, zaczyna się odkładanie w czasie danin publicznych, zaległości wobec pracowników, napięcia z bankami. W takim momencie zarząd nie może już mówić, że „po prostu jest ciężko” – musi zadać sobie uczciwe pytanie: czy firma jest jeszcze w stanie na bieżąco regulować swoje wymagalne zobowiązania?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, a brak płynności utrwala się w czasie, z biznesowego problemu przechodzimy na grunt prawa. To zaś oznacza, że w tle zaczyna tykać zegar odpowiedzialności zarządu.

Sygnały ostrzegawcze – kiedy czerwone lampki powinny świecić się nieustannie?

Dla zarządu kluczowe jest nauczenie się rozpoznawania sygnałów ostrzegawczych zanim będzie za późno. To nie musi być skomplikowany model matematyczny – często wystarczy trzeźwe spojrzenie na to, co dzieje się na co dzień.

Jednym z pierwszych sygnałów jest moment, w którym spółka zaczyna traktować opóźnienia w płatnościach jako stały element działania. Jeżeli procedury płatnicze przestają polegać na realizowaniu zobowiązań w terminie, a zaczynają opierać się na nieustannym „przesuwaniu” faktur, wybieraniu, kogo zapłacić, a komu nie, i liczeniu na to, że „jakoś to będzie” – to już nie jest zwykła, przejściowa trudność.

Kolejnym sygnałem jest narastanie zaległości wobec instytucji publicznych – urzędów skarbowych, ZUS, innych organów. Zaległości tego typu zwykle nie powstają jako pierwsze, ale jako efekt „gaszenia pożarów” u głównych kontrahentów. Jeżeli spółka zaczyna finansować bieżącą działalność kosztem podatków i składek, oznacza to, że jej sytuacja jest poważna.

Do tego dochodzą napięte relacje z bankami i leasingodawcami, wypowiadane linie kredytowe, odmawiane finansowanie, wnioski wierzycieli o zabezpieczenie roszczeń, a czasem nawet zajęcia komornicze. Im więcej takich elementów, tym większe prawdopodobieństwo, że nie mówimy już o chwilowej zapaści, lecz o systemowym kryzysie, w którym zarząd ma obowiązek rozważyć formalne kroki.

Niewypłacalność – nie tylko pojęcie księgowe, ale przede wszystkim prawne

Z punktu widzenia prawa kluczowym momentem nie jest to, jak zarząd subiektywnie ocenia sytuację, ale to, czy firma obiektywnie utraciła zdolność do regulowania swoich wymagalnych zobowiązań. To właśnie taki stan opisujemy jako niewypłacalność.

Nie musi to oznaczać, że spółka nie ma żadnych aktywów czy że działalność całkowicie stanęła. W praktyce wiele firm niewypłacalnych nadal wystawia faktury, generuje sprzedaż, a nawet rozwija niektóre obszary biznesu. Niewypłacalność nie oznacza biznesowej „śmierci” – oznacza raczej, że struktura zobowiązań i możliwości ich spłaty wypadła poza dopuszczalny przez prawo poziom ryzyka.

Zarząd nie może więc usprawiedliwiać bierności tym, że „firma jeszcze działa”, „mamy zamówienia” albo „coś tam sprzedajemy”. Liczy się to, czy w rozsądnym okresie i przy realnych założeniach firma jest w stanie regulować większość swoich wymagalnych zobowiązań. Jeżeli nie – obowiązki prawne stają się ważniejsze niż nadzieja na cud.

Od sygnałów do decyzji – dlaczego „przeczekiwanie” jest tak niebezpieczne?

Największym wrogiem odpowiedzialnego zarządzania w kryzysie jest bagatelizowanie problemu. To bardzo ludzkie – nikt nie lubi przyznawać, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Zarządy często sięgają po różne strategie opóźniające: sprzedaż aktywów „na szybko”, kolejne kredyty, chwilowe wstrzymanie wynagrodzeń, negocjacje z dostawcami.

Same w sobie te działania nie są złe – mogą być częścią planu ratunkowego. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy zarząd wykorzystuje je wyłącznie po to, by odsunąć w czasie moment, w którym trzeba będzie podjąć niepopularną decyzję o upadłości lub restrukturyzacji. Jeżeli z perspektywy liczb widać, że takich „ratunkowych manewrów” jest coraz więcej, a sytuacja i tak się pogarsza, przeciąganie działań staje się niebezpieczne nie tylko dla spółki, ale także dla osób, które nią kierują.

Prawo oczekuje od zarządu, że nie będzie utrzymywał fikcji normalnego funkcjonowania spółki, gdy fakty mówią co innego. Przedłużanie agonii przedsiębiorstwa często kończy się tym, że długi rosną, wierzyciele tracą więcej, a członkowie zarządu muszą potem tłumaczyć się z każdego miesiąca zwłoki.

Formalny obowiązek działania – kiedy zarząd musi wejść na ścieżkę upadłości lub restrukturyzacji?

W pewnym momencie, który można opisać jako „utrwalenie niewypłacalności”, rola zarządu się zmienia. Nie jest już tylko menedżerem próbującym „złapać oddech” dla firmy, ale staje się adresatem konkretnych obowiązków prawnych.

Do takich obowiązków należy przede wszystkim podjęcie decyzji, czy istnieje realna szansa na uratowanie firmy przez restrukturyzację – czy to w drodze ugody z wierzycielami, czy formalnego postępowania restrukturyzacyjnego – czy też sytuacja jest na tyle poważna, że uczciwie wobec wierzycieli i rynku należy wystąpić z wnioskiem o ogłoszenie upadłości.

W tym miejscu ważna jest nie tylko sama decyzja, lecz także jej tempo. Prawo nie oczekuje od zarządu, że zareaguje „następnego dnia” po pierwszym spóźnionym przelewie. Oczekuje natomiast, że nie będzie zwlekał, gdy niewypłacalność stanie się oczywista, a bieżące działania ratunkowe nie przynoszą efektu. To właśnie na tym etapie spóźnienie może zacząć być oceniane jako zaniedbanie obowiązków.

Konsekwencje zwłoki – co grozi zarządowi, gdy czeka zbyt długo?

Zwłoka w złożeniu wniosku o upadłość lub restrukturyzację może mieć kilka wymiarów. Pierwszym, najbardziej oczywistym, jest zwiększanie rozmiaru szkody po stronie wierzycieli. Jeżeli spółka kontynuuje działalność, zaciąga nowe zobowiązania, podpisuje kolejne umowy, mimo że nie ma realnych szans na ich wykonanie, wierzyciele tracą więcej, niż straciliby, gdyby decyzja o upadłości zapadła wcześniej.

To właśnie w takich sytuacjach pojawia się ryzyko, że w przyszłości członkowie zarządu zostaną pociągnięci do odpowiedzialności osobistej. Mechanizmy prawne są tu różne w zależności od rodzaju wierzytelności, ale idea jest podobna: jeżeli zarząd milczał i nie robił tego, co robić powinien, może zostać uznany za współodpowiedzialnego za skutki kryzysu.

Zwłoka może mieć też konsekwencje w relacjach z instytucjami publicznymi. Organy podatkowe czy ZUS – w określonych sytuacjach – mogą próbować sięgać do majątku prywatnego osób zarządzających, wskazując, że nie dopełniły obowiązku w zakresie zgłoszenia trudnej sytuacji spółki we właściwym momencie.

Do tego dochodzi aspekt wizerunkowy. Zarząd, który „udaje, że nic się nie dzieje”, a potem nagle znika z pola widzenia, budzi nie tylko frustrację, ale często także agresję wierzycieli i pracowników. To zaś przeważnie przekłada się na bardziej zdecydowane kroki prawne wobec osób, które dotąd stały na czele firmy.

Dlaczego dokumentowanie działań zarządu ma kluczowe znaczenie?

W sytuacji kryzysowej członkowie zarządu powinni myśleć nie tylko o tym, co robią, ale także o tym, czy są w stanie to potem udowodnić. W ewentualnych sporach sądowych po latach nikt nie będzie pytał: „jak pan/pani to pamięta?”, tylko: „jakie są na to dokumenty?”.

Dlatego tak ważne jest, aby posiedzenia zarządu dotyczące sytuacji finansowej spółki były protokołowane, aby powstawały notatki z analiz, by decyzje – również te trudne i niepopularne – były utrwalone na piśmie. Jeżeli zarząd zleca zewnętrznym doradcom analizy, opinie czy prognozy, także one powinny trafiać do uporządkowanego archiwum.

W przyszłości, gdy będzie trzeba wykazać, że spółka zareagowała w odpowiednim momencie, a nie „przegapiła” niewypłacalność, to właśnie te dokumenty pokażą, że zarząd nie działał biernie. To one mogą być tarczą ochronną przed zarzutem zbyt późnego złożenia wniosku.

Gdzie szukać uporządkowanej wiedzy o obowiązkach i ryzykach?

Zarząd, który wchodzi w trudny okres działalności spółki, rzadko ma komfort spokojnego studiowania przepisów. Dlatego szczególnie cenne są opracowania, które w jednym miejscu porządkują obowiązki i ryzyka związane z okresem zbliżającej się niewypłacalności. Dobrym punktem wyjścia może być lektura artykułów omawiających wprost relację między upadłością firmy a odpowiedzialnością zarządu, takich jak dostępny pod adresem: https://bizneo.pl/info,ac108/upadlosc-firmy-a-odpowiedzialnosc-zarzadu-jakie-masz-obowiazki-i-ryzyka,2680

Tego typu materiały pomagają spojrzeć na problem z dystansu, zrozumieć, jakie są scenariusze działania i czego prawo oczekuje od osób, które formalnie kierują spółką.

Upadłość nie zawsze jest porażką – bywa przejawem odpowiedzialności

W polskiej kulturze biznesowej upadłość bywa postrzegana jako stygmat, dowód nieudolności, ostateczne „przegranie” rynku. Tymczasem w wielu dojrzałych systemach gospodarczych traktuje się ją jako element naturalnego cyklu życia przedsiębiorstw – trudny, ale potrzebny mechanizm porządkowania sytuacji wierzycieli i oczyszczania rynku.

Z perspektywy zarządu kluczowe jest zrozumienie, że nie zawsze największą odpowiedzialnością jest walka do ostatniej chwili. Czasem większą odwagą – i większym profesjonalizmem – jest przyznanie, że firma nie jest już w stanie samodzielnie stanąć na nogi, i podjęcie decyzji o upadłości lub restrukturyzacji we właściwym momencie.

Dobrze przeprowadzone postępowanie, poprzedzone uczciwą analizą, może ochronić zarówno wierzycieli, jak i członków zarządu. Źle przeprowadzony – spóźniony, chaotyczny, poprzedzony miesiącami udawania, że wszystko jest w porządku – może ciągnąć się latami w postaci pozwów, roszczeń i osobistych dramatów.

Podsumowanie – kiedy naprawdę „już czas”?

Nie ma jednego, magicznego dnia w kalendarzu, który mówi: „to dziś musisz ogłosić upadłość”. Jest za to szereg sygnałów i faktów, które w połączeniu z wiedzą finansową i prawną powinny uświadomić zarządowi, że nie można już dłużej czekać.

To ten moment, w którym spółka trwale traci zdolność regulowania wymagalnych zobowiązań, kiedy „gaszenie pożarów” staje się stylem zarządzania, a nie wyjątkową sytuacją, gdy długi rosną szybciej niż możliwość ich spłaty, a kolejne działania ratunkowe nie przynoszą trwałej poprawy.

Właśnie wtedy odpowiedzialny zarząd nie chowa głowy w piasek. Zatrzymuje się, patrzy w liczby, sięga po wiedzę doradców, analizuje możliwości restrukturyzacji i, jeśli to konieczne, składa wniosek o upadłość. Nie dlatego, że chce uciec, ale dlatego, że rozumie, iż od tej decyzji zależy nie tylko przyszłość spółki, lecz także los wierzycieli i jego własna odpowiedzialność.

Artykuł sponsorowany.

Polecane: